Rafał Kuś: Liczyłeś, że mimo młodego wieku i braku doświadczenia w wyścigach samochodowych będzie w stanie powalczyć o tytuł?
Bartłomiej Mirecki: Nie czułem się faworytem. Na początku nie wiedzieliśmy, ilu będzie zawodników. Wystartowało dwudziestu i w związku z tym doszliśmy do wniosku, że miejsce w pierwszej dziesiątce będzie bardzo dobrym wynikiem. Po pierwszej rundzie w Niemczech byłem siódmy. Wiedziałem, że można pojechać jeszcze szybciej. Dlatego uznaliśmy, że w moim zasięgu jest pierwsza piątka.
RK: Spośród zawodników, z którymi rywalizowałeś, mocno naciskał doświadczony i dużo starszy od ciebie Zbigniew Łacisz…
BM: Jeżeli chodzi o klasyfikację, jeszcze był Damian Łata, ale on po rundzie w Poznaniu miał duże problemy. Najgroźniejszym rywalem był Zbyszek Łacisz. W poszczególnych rundach było różnie. Dużo zależało od dyspozycji dnia i lepszych ustawień. Zawsze było pięciu, a nawet ośmiu zawodników walczących o pierwszą trójkę w każdym wyścigu.
RK: Czy jakiś tor przypadł tobie szczególnie do gustu?
BM: Nie dzieliłem torów na lepszy, czy gorszy. Oczywiście najlepiej zaliczam Brno, bo wygrałem oba wyścigi. Zrobiłem najszybsze kółka w pierwszym i drugim starcie. Przy okazji przypieczętowałem tytuł mistrza Polski. Dobrze czułem się w Poznaniu, gdzie już wcześniej jeździłem. To był chyba najtrudniejszy technicznie tor. W Poznaniu startowało bardzo dużo zawodników z woj. wielkopolskiego. Mogli więc dużo ćwiczyć na tym torze.

RK: Co odgrywa kluczową rolę w wyścigach Kia Lotos Race?
BM: W sprzęcie nie możemy dużo grzebać. Silniki są fabrycznie plombowane. Teoretycznie samochody mają być identyczne. Wiadomo, że z fabryki nie wyjdzie 30 takich samych części. Są różne rozbieżności, np. te auta mają od 86,5 KM do 91 KM. Najwięcej zależało od kierowcy i umiejętności ustawienia geometrii w aucie. Chodziło o to, żeby było jak najmniej przyczepności na prostej i auto prowadziło się jak najlżej. Opony były takie same, typowo drogowe. Największą rolę odgrywały w momencie, kiedy są zmienne warunki. Loteria była wtedy, gdy tor był jeszcze mokry, ale już robiły się na nim suche plamy. Najwięcej walki było w czasówce, bo tu potrzebne jest jedno szybkie kółko, a w wyścigu liczy się równe tempo.
RK: Zdarzały się wypadki?
BM: Na końcu prostych dochodziło do lekkiego kontaktu. Moje auto jest całe poobijane. Zderzaki są obtarte od gumy, boki wgniecione, lusterka pourywane. Z tego co pamiętam, w tym sezonie w Kia Lotos Cup przydachowało osiem aut.
RK: To drogi sport. Ile kosztuje udział w Kia Lotos Cup?
BM: Tego nie da się do końca określić. Koszt auta to 40 tys. zł. Jego przygotowanie to wydatek 20 tys. zł, do tego ok. 8 tys. zł za jedną rundę, jeśli się oszczędza. My wydaliśmy ok. 120 tys. zł. To zależy jednak od wielu czynników.
RK: Masz idola?
BM: Może trochę zaskoczę, ale to mój tata. Wszyscy podają Kubicę, Hołowczyca, Kuzaja. Oczywiście podziwiam Roberta za to, gdzie doszedł. Jest może mała zazdrość, że chciałoby się przejechać Formułą 1.
RK: Uważasz, że Robert Kubica wróci jeszcze do F1?
BM: Tak myślę. Jest przecież czynnym sportowcem, więc bez ścigania nie potrafi żyć. Największy problem ma z ręką. Coś w niej trzyma, a za chwilę wypada mu to z ręki. Za rok lub dwa powinien wrócić do F1.
RK: Twoje najbliższe plany?
BM: Z racji wieku nie mogę startować w większości serii. Nie wiem, czy pojadę w przyszłym roku w Kia Lotos Cup. Zastanawiamy się bardzo mocno nad pucharem Golfa. Na razie trzeba ochłonąć i poczytać regulaminy innych serii, jak to wygląda w kosztach i co się zyskuje.
RK: Może w przyszłości F1?
BM: Podobają mi się samochody z dachem, dlatego moim celem jest seria WTTC lub niemiecka DTM.
RK: Dziękuję za rozmowę.