O wyborach, które z miażdżącą przewagą wygrał Leszek Miller, już pisaliśmy (czytaj tutaj). Teraz publikujemy krótką rozmowę z Markiem Baltem.
Katarzyna Wrzalik: Leszek Miller zdobył poparcie 320 działaczy. Pan przekonał do siebie 50 osób. Różnica ogromna, a więc… porażka?
Marek Balt: Nie jest porażką przegrać z byłym premierem, z premierem, który wprowadzał Polskę do Unii Europejskiej. Drugi wynik w wyborach na szefa Sojuszu świadczy o tym, że jednak wielu delegatów uznało, iż mój program jest wart oddania głosu.
K.W.: Spodziewał się Pan lepszego wyniku? Czy może 50 głosów to wynik, który przekroczył Pana oczekiwania?
M.B.: Nie spekulowałem na temat wyniku. Chciałem zaproponować delegatom mój pogląd na to, jak ma wyglądać Sojusz Lewicy Demokratycznej. Pamiętałem jednak o tym, że jestem mniej znany, dużo mniej znany niż Leszek Miller,premier i były szef SLD, ale pomimo tego podczas zjazdu odebrałem wiele gratulacji i wiele ciepłych słów. Delegaci mi mówili, że gdybym był bardziej znany, bardziej rozpoznawalny i bardziej doświadczony w działaniu na arenie ogólnopolskiej, więcej osób rozważałoby oddanie na mnie głosu.
K.W.: Stary i teraz już nowy szef SLD Leszek Miller zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów dziękował swoim kontrkandydatom. Panu także. Za co?
M.B.: Za to, że merytorycznie się odnosiłem do spraw związanych z przyszłością Sojuszu, za żar, pasję i serce do pracy na rzecz kraju i partii.
K.W.: Wybory na szefa SLD pan jednak przegrał. Co dalej? Jakie ma Pan plany na najbliższą polityczną przyszłość?
M.B.: W polityce najważniejsza jest lojalność. Ja oczywiście będę lojalny w stosunku do Leszka Millera jako szefa SLD i będę go wspierał w działaniach. Ale też będę lojalny w stosunku do wszystkich członków Sojuszu, bo łączy nas wspólna idea. Będę dalej pracował jako poseł na rzecz zmiany Polski w kierunku państwa przyjaznego obywatelom.
K.W.: Dziękuję za rozmowę.